Po co sztuce PR? cz. I

Kształtowanie wizerunku, zarówno organizacji zajmujących się sztuką, jak i indywidualnych twórców, jest dzisiaj niezbędnym elementem rozwoju prowadzenia jakichkolwiek działań nastawionych na odbiorcę. Spróbujmy wyobrazić sobie we współczesnym świecie funkcjonowanie obrazu, nagrania czy tekstu, o którym nikt jeszcze się nie dowiedział. Brzmi jak scenariusz fantastycznej historii. W obecnych warunkach rynkowych taka sytuacja oznacza bowiem brak możliwości rozwoju oraz ciągłą stagnację finansową tych podmiotów. Właściwie można odwrócić pytanie postawione w tytule i zastanowić się, czy kultura i sztuka są sobie w ogóle w stanie poradzić bez odpowiednich dla nich działań PR-owych?

Muzeum Sztuki, Łódź

Ciekawie na tym tle wypada akcja promocyjna zorganizowana dwa lata temu przez łódzkie Muzeum Sztuki, za którą odpowiedzialny był dział promocji muzeum. Na kilkudziesięciosekundowym spocie widzimy znanego polskiego aktora Jana Peszka, który swojego krótkiego, nieskładnego wystąpienia… niczym nie kończy. Celowy brak puenty nawiązuje do tytułu kampanii oraz jej treści: „Pointy nie będzie. Sztuka nie potrzebuje reklamy”. Czyżby? Przewrotna akcja zwraca uwagę na kilka rzeczy. Przede wszystkim sama jest formą reklamy instytucji, celem jej więc jest dotarcie do określonego grona odbiorców. W tym przypadku antyreklama staje się reklamą wykorzystującą dodatkowo medialny wizerunek znanej nie tylko w artystycznym świecie persony. Jeżeli celem Leszka Karczewskiego, kierownika muzeum, a także autora scenariuszy spotów, było, jak sam wypowiada się na temat swojej pracy, stworzenie „reklamy” obnażającej próbę uchwycenia sztuki w działaniach marketingowych, to niejako wbrew swoim zamiarom stworzył świetną reklamę własnej placówki. O potencjale promocyjnym akcji mówi nam jej zasięg. Reklama była emitowana w TVP2, a także udostępniona w formie 5 virali na facebookowym fanpage’u instytucji. Zasięg kampanii pozwolił jej również zaprezentować się w 2 materiałach programu „Pytanie na śniadanie”.

Pointy nie będzie?

MS Łódź, ekspozycja Atlas

Akcja ta uświadamia nam, że stosunek świata kultury i sztuki do działań rynkowych i promocyjnych związanych z public relations pozostaje w Polsce ciągle drażliwym i nieuporządkowanym tematem. Przyjmuje się ogólnie, że kultura ma słaby PR, pozostając przy tym dziedziną unikającą jak ognia jakichkolwiek działań próbujących zmienić tę pozycję. Wspomniany happening pokazuje nam również, jak ważne są dla odbiorców, przyciągające ich do świata kultury, „nazwiska” twórców. To wytworzony wokół nich kult sprawia, że ludzie w wielu przypadkach w ogóle chcą po kulturę sięgać. Pamiętajmy jednak, że pełne sale to nie tylko fama i sukces wybitnych nazwisk, ale również ciężka praca organizatorów i managerów, stojących w tle tych działań. Nie wszystkie instytucje ponadto mogą sobie na „nazwiska” pozwolić. Można powiedzieć, że współcześnie PR dla kultury, tej małej i dużej, jest formą edukacji, na którą najzwyczajniej zwiększa się zapotrzebowanie. Zaniedbania w promowaniu ciekawych artystów i ważnych eventów wydają się na tym tle edukacyjnym niedociągnięciem.

 

Relacje

Warto zastanowić się, jak obecnie polskie muzea i galerie przełamują stereotyp o staroświeckości swojej oferty programowej i zbudowanych wokół niej działań promocyjnych? Aktualizowanie newsów na Twitterze, prowadzenie własnego kanału na YouTube, fanpage na Facebooku czy strona internetowa stają się normą. Do rozwijania takich działań przyznają się najbardziej nobliwe polskie instytucje muzealne, w tym np. sekcje promocji większości muzeów narodowych w kraju. Praca nad wizerunkiem podobnej instytucji pozostaje widoczna podczas każdej jej kolejnej wystawy. Świadczą o tym wyniki frekwencyjne ekspozycji. Do ich zwiększenia może się przyczynić podnoszenie standardów nowych technologii udostępnianych zwiedzającym. W ramach „wirtualnej rzeczywistości” na wystawach krakowskiego muzeum można używać iPhone’a do uzyskania dodatkowych informacji o zbiorach. Na wystawie poświęconej twórczości Williama Turnera instytucja zaproponowała posługiwanie się QR codem zamiast tradycyjnymi ulotkami. Placówki na całym świecie wykorzystują nowe technologie do utrzymywania stałego kontaktu ze swoim odbiorcom. Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku stworzyło własną aplikację „The Met” na urządzenia mobilne, dzięki której cały czas można na bieżąco śledzić ofertę wystaw, wydarzeń i publikacji instytucji, a także kontaktować się z innymi członkami grupy fanów instytucji. Aplikacja została dostosowana do różnych przedziałów wiekowych, o czym świadczy m.in. możliwość dowolnego modyfikowania rozmiaru zawartych w niej treści.

Metropolitan Museum of Art

Open Access Logo

Kolejnym istotnym zabiegiem z punktu widzenia dbania o relację z odbiorcą, na który decyduje się coraz więcej placówek, jest digitalizacja swoich zbiorów. To postępujący proces, który jest również bardzo istotny z punktu widzenia przyciągania nowych zainteresowanych. Wyrównywanie w ten sposób dostępu do dziedzictwa narodowego postrzegane jest jako inwestycja edukacyjna, wyraz troski o wychowanie przyszłych odwiedzających. Wspomniana nowojorska placówka niedawno w ramach inicjatywy „Open Access” umieściła 375 tysięcy obrazów dzieł sztuki na platformie domeny publicznej Creative Commons.

Innym istotnym elementem działań public relations instytucji promujących sztukę jest przenoszenie ich na grunt działań rynkowych oraz przestrzeni komercyjnych. Tego typu działania w Polsce dopiero raczkują, jednak już dzisiaj znalazły odbicie w kilku znamiennych projektach. Wystarczy wymienić Centrum Handlu, Sztuki i Biznesu Stary Browar w Poznaniu, nową przestrzeń łódzkiego Muzeum Sztuki MS2 ulokowaną w przestrzeni centrum handlowo-usługowo-rozrywkowego Manufaktura czy warszawskie Spectra Art Space, wzorujące się na światowych praktykach wznoszenia miejsc promocji sztuki w przestrzeniach korporacyjnych i biznesowych. Przykłady te przełamują stereotyp galerii jako świątyni sztuki, odizolowanej od reszty dziedzin rynkowych, świadcząc o możliwości owocnego podejmowania dialogu w tym obszarze. W tym kontekście ważne pozostaje również zadbanie o odpowiednich partnerów medialnych, edukacyjnych i biznesowych działalności muzealnej czy sprzedażowo-wystawienniczej. Zachodnie instytucje tego typu mają to niemalże we krwi. Wystarczy spojrzeć na londyńskie Saatchi Gallery. Obecność korporacyjnych gigantów rynku wśród patronów galerii, takich jak Chanel, Prudential, Deutsche Bank, Google czy wiele innych, mniej znanych na polskim rynku, musi gwarantować placówce ogromną stabilność, prestiż oraz szeroki zasięg swojej działalności.

Mr. Henyo-Penyo Myomyonmyo, Poznan, Stary Browar

[II część artykułu niebawem na naszej stronie]

 

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *