Zarządzanie sobą: Quantified Self i nowe trendy w zakresie wearable technologies

Od kilku lat nie cichnie dyskusja na temat zjawiska, które już wkrótce ma wywrócić do góry nogami nasze codzienne funkcjonowanie, czyli Internet rzeczy, Internet of things. Internet rzeczy to ogólne określenie wszystkich koncepcji, projektów i realizacji, które opierają się na udostępnianiu materialnym urządzeniom i przedmiotom danych – mniej lub bardziej wrażliwych – co w następstwie umożliwia im ich przetwarzanie. Na tej podstawie wszystkie gadżety, systemy i aranżacje, które często wyposaża się nie tylko w nowe technologie, ale również w przymiotnik smart, mogą personalizować, ułatwiać czy zwyczajnie umilać poszczególne ludzkie aktywności.

Ma to swoje odzwierciedlenie również w popkulturze czy literaturze pięknej – na uwagę zasługuje tutaj najnowsza powieść Michała Radomiła Wiśniewskiego pt. Hello World, gdzie w formie fabularnej zostaje podjęty wątek totalizacji doświadczenia przez zapośredniczoną rzeczywistość wirtualną, a także film Ona w reżyserii Spike’a Jonze’a. Krytyką Internetu rzeczy do niedawna parał się na łamach Gazety Wyborczej Wojciech Orliński. Przestrzegał on przed nadmiernym zawierzaniem technologiom, które pod pozorem gadżetu, dzięki permanentnie aktywnym kamerom i mikrofonom, zbierają albo będą zbierać dane na temat każdej aktywności.

Quantified Self, czyli jak kwantyfikować swoje codzienne życie

Ciekawym zjawiskiem jest tutaj powstanie tzw. ruchu Quantified Self – ogólnoświatowej społeczności, której członkowie duży nacisk kładą na możliwość analizy danych o swoim stanie zdrowia, koncentracji czy samopoczucia. Przedstawiciele tego nieformalnego, choć stale lobbującego na rzecz swojej popularyzacji, ruchu z wielkim zaangażowaniem i ufnością podchodzą do tzw. kwantyfikacji informacji dotychczas ujętych opisowo. Chodzi tutaj o codzienne aktywności, jak liczba kroków, przebyta odległość, spalone kalorie oraz jakość i ilość snu. I o ile te pierwsze nie wydają się być szczególnie imponujące, to ta ostatnia, w silny sposób związana z neuronauką, wykazuje największy potencjał. Urządzenie wykorzystujące EEG, a więc badające aktywność fal mózgowych, może na przykład wybudzić swojego „właściciela” w odpowiedniej fazie snu tak, by był wypoczęty i wyspany, a w dłuższej perspektywie wpłynąć na jego harmonogram i sposób organizacji czasu przeznaczanego na sen.

Aby zaprojektować własne, komplementarne, „policzone ja”, miłośnicy Quanitified Self są skłonni oddać część swojej prywatności pobieraczom i zarządcom danych schowanych pod różnorodnymi gadżetami, urządzeniami i detalami. Opaski, okulary czy zegarki zwane wearable technologies połączone są z aplikacjami na smartfony, które, w zależności od potrzeb i zachcianek, mogą pełnić rolę spersonalizowanego lekarza, motywatora czy analityka osobistych danych.

Wearable technologies sposobem na poprawę jakości życia

W 2015 roku Aleksandra Przegalińska z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie wygłosiła na konferencji CyberRe 5.0 krótki wykład pt. Zarządzanie sobą: Quantified Self i nowe trendy wearable technologies. Przedstawiła tam ówczesny stan wiedzy na temat ruchu Quantified Self i technik implementacji niektórych założeń. Minęły już przeszło dwa lata od tamtej prezentacji, a to, jak każe myśleć obiegowa opinia, w nowych technologiach prawdziwa przepaść. Jak dziś wygląda sytuacja w branży zajmującej się projektowaniem i wykonywaniem technologii, z którymi kilka lat temu wiązano tak ogromne nadzieje? Czy choć część marzeń o jednostce zdolnej do kwantyfikacji i autoanalizy samopoczucia czy poziomu koncentracji, która jest antropologicznym ideałem zwolenników Quantified Self, została zrealizowana?

Zanim spróbujemy przyjrzeć się ewentualnym odpowiedziom na tak postawione pytania, warto, abyśmy zaprezentowali generalne wnioski, jakie pozwala wysnuć nam wspomniany wykład Aleksandry Przegalińskiej.

Społeczność Quantified Self, szczególnie w USA staje się rzecznikiem coraz bardziej inwazyjnych technologii, począwszy od najprostszych opasek na ręce mierzących ilość kroków czy liczbę spalonych kalorii, poprzez urządzenia typu EEG i EKG na wykonywaniu codziennej morfologii kończąc. Warto zaznaczyć też, że grupy lobbujące za używaniem tego typu urządzeń uważają, że czas spędzony bez wyżej wspomnianych urządzeń jest czasem straconym, a aktywności natomiast – bezproduktywne.

Celem zbierania danych przez urządzenia Wearable Technologies jest nie tylko znajomość własnego organizmu i zmiany niektórych elementów życia, ale także porównywanie swoich wyników z wynikami innych, wzajemne motywowanie się czy konkurowanie. Dzięki tym danym możliwe jest również porównywanie tych rezultatów w skali globalnej, a także wyszczególnienie odrębnych grup według wyników poszczególnych pomiarów.

Urządzeniami rewolucyjnymi są te umożliwiające mierzenie trudnych do wychwycenia, zupełnie subiektywnych parametrów takich, jak samopoczucie. Naprzeciw oczekiwaniom członków ruchu Quantified Self wychodzą twórcy urządzenia o nazwie „Melon”. Ta niepozornie wyglądająca opaska umożliwia odczyt fal mózgowych i ich interpretację, a następnie przedstawienie tych wyników w przystępny sposób w aplikacji mobilnej. „Melon” uczy się na podstawie naszych reakcji w różnych sytuacjach, dzięki czemu potrafi też zaproponować rozwiązania umożliwiające poprawę koncentracji czy samopoczucia.

Kwantyfikacja przy użyciu neuronauki może więc prowadzić do lepszego zrozumienia samego siebie, a w przyszłości właśnie forma funkcjonowania, w której liczy się to, co możemy zmierzyć i policzyć, może być dominującą. Z drugiej jednak strony pojawiają się opinie, że stajemy się niewolnikami tego typu urządzeń. Daleko posunięte zarządzanie swoim organizmem nakazuje nam być efektywnymi do granic możliwości – lepiej się koncentrować, dłużej pracować i krócej spać. Jakie mogą być efekty takich trendów w przyszłości? Tego nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

Nie wszystko jednak można zmierzyć i w łatwy sposób zinterpretować

Mimo wszystko dzisiejszy poziom nauki nie pozwala jednak na dokładną interpretację danych dostarczanych przez urządzenia z zakresu Wearable Technologies i równie trudno konwertować je do prostej i przystępnej formy aplikacji mobilnej. Ciężko więc powiedzieć, co jest bardziej istotne dla użytkowników: naukowe i zdrowotne zastosowanie narzędzi, czy samo działanie dla poprawy samopoczucia. Faktem jest, że ruch Quantified Self istnieje już ponad dekadę, a urządzenia monitorujące naszą aktywność, szczególnie te związane ze zdrowiem, stają się nieodłączną częścią naszego życia. Coraz więcej firm decyduje się też na produkcję i sprzedaż takich produktów, jednak rynek zdominowany jest przez technologicznych gigantów pokroju Apple, Microsoft czy Samsung.

Jak się okazuje, wskazywany przez Przegalińską „Melon”, czyli aplikacja monitorująca aktywność fal mózgowych i przedstawiająca w formie wygodnych plansz wskazówki dotyczące codziennej aktywności, dziś nie istnieje w formie, jakiej uczestnicy konferencji się spodziewali, czyli osobistego, software’owego doradcy, który na podstawie danych biomedycznych proponowałby rozwiązania wspomagające koncentrację czy zmianę harmonogramu snu. A przynajmniej nic o tym nie wiemy, bo twórcy „Melona” od kilku lat nie dali znać ani o sobie, ani też o swoim urządzeniu.

Na człowieka w pełni kwantyfikowalnego przyjdzie nam więc jeszcze trochę poczekać. Choć globalny rynek urządzeń Wearable Technologies ciągle się rozwija, to jednak na drodze stoją trudności technologiczne, różnice makroekonomiczne w poszczególnych krajach, a także opór przeciwników podporządkowywania swojego życia urządzeniom i wykresom w aplikacjach.

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *